Kochanie pora wstać, dochodzi 8:00 rano! Spóźnimy się…

To może nie jest wymarzony scenariusz drugiego dnia urlopu, ale to tylko się tak wydaje na pierwszy rzut oka. Tak na prawdę dzień ten będzie jednym z najcudowniejszych. Zaplanowany od wczesnego poranka do późnego wieczora. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem…

Pierwsza noc na Sardynii zaliczona. Wyjątkowo krótka, zerwanie się z łóżka było dużym wyzwaniem. Na szczęście zestaw kawowy, który mieliśmy w pokoju szybko postawił nas na nogi. Z walizki wyciągnęliśmy tylko rzeczy potrzebne na tę jedną noc, tak więc ponowne pakowanie zajęło tylko chwilę. Ruszyliśmy na śniadanie, które mieliśmy w pakiecie razem z noclegiem. Częstą praktyką zwłaszcza w większych miastach takich jak Cagliari jest śniadanie lokalizowane w w pobliski barze, a nie w obiekcie w którym śpimy. Otrzymujemy kupon, który możemy zrealizować w dowolnie wybranej porze dnia zamawiając kawę, słodkiego rogalika, małą pizzę lub kawałek ciasta. W tym przypadku otrzymaliśmy kupon do pobliskiej kawiarni serwującej dziesiątki rodzajów ciast. Aż trudno było nam się zdecydować jakie ciasto wybrać. Do tego pyszne cappuccino i mogliśmy zacząć pełen wrażeń pierwszy dzień na Sardynii.

Ruszyliśmy na główną stację kolejową i pierwszym możliwym kursem pojechaliśmy na lotnisko, skąd właśnie wczoraj późnym wieczorem przyjechaliśmy do Cagliari. Od razu ta podróż skojarzyła nam się z powrotami do domu. Mieliśmy ze sobą walizkę, plecak i czuliśmy się dziwnie. Tak jakbyśmy wracali do domu. Ale tym razem ta podróż na lotnisko była dopiero początkiem przygody.

Przy lotnisku zlokalizowane są wypożyczalnie samochodów i to właśnie po odbiór zamówionego auta udaliśmy się na lotnisko. Skorzystaliśmy z pośrednictwa Ryanair i zamówiliśmy samochód w firmie Noleggiare. Opcja podstawowa i najtańsza w wersji mini, czyli fiat 500 lub podobny. Po cichu liczyliśmy, że otrzymamy właśnie fiata 500, a nie jakiegoś francuza. Wpływu na to jaki model otrzymamy nie mieliśmy, a więc liczyliśmy po prostu na szczęśliwy traf. Warto dodać, że podczas rezerwacji dokupiliśmy dodatkowe ubezpieczenie, które gwarantowało nam zwrot pieniędzy, jeśli wypożyczalnia potrąciłaby nam cokolwiek z depozytu, który blokuje na karcie kredytowej.

Przy odbiorze samochodu wypożyczalnia blokuje pewną sumę na karcie kredytowej na poczet ewentualnych szkód. Kwota ta w naszym przypadku była dość duża i wynosiła 1290 euro. Zaproponowano nam jednak wykupienie dodatkowego ubezpieczenia w wysokości 100 euro, a kwota depozytu blokowana na karcie spadłaby jedynie do wartości 300 euro. Poinformowaliśmy, że posiadamy już odrębne ubezpieczenie w innej firmie i podziękowaliśmy.

Samochód, który zarezerwowaliśmy niestety nie był dostępny. Co w pierwszej chwili automatycznie nas zasmuciło. Mieliśmy już wizję przemierzania Sardynii w citroenie lub co gorsza w matizie…

Aktualnie wypożyczalnia posiadała tylko model Fiata 500 w wersji cabrio z automatyczną skrzynią biegów! Karma!!! Za taki samochód zapłacilibyśmy przynajmniej 3 razy więcej. Czasami los bywa łaskawy. Otrzymaliśmy kluczyki i namiary gdzie znajdziemy ten samochód. Ruszyliśmy na parking w poszukiwaniu skarbu! Krótkie oględziny stanu samochodu przed wyruszeniem w drogę i zapoznanie się z automatyczną skrzynią biegów…

Na parkingu było całkiem prosto, ale kilka sekund po wyjechaniu za bramkę oczywiście nastąpiła pierwsza próba naciśnięcia sprzęgła… którego tutaj nie było, w tym miejscu był za to hamulec… w dodatku tuż przed policyjnym samochodem… dalej poszło już z górki, lecz lewą nogę trzeba było przykleić do podłogi!

Przed nami 249 km do zrobienia. Czas w którym standardowo pokonuje się taką odległość na Sardynii należy pomnożyć przez 3… hej przygodo! Kierunek Alghero.

Początkowo trasą E25 do Oristano. Przyjemnie, dwupasmowa droga, prawie jak autostrada, ale niestety bez pobocza, jest dość wąsko. Podziwiam kierowców ciężarówek pokonujących tą trasę do Olbii. Stosunkowo nudno i niezbyt ciekawie, trasa typowo przelotowa by zaoszczędzić na czasie i w miarę sprawnie dotrzeć do Alghero. Wykorzystać popołudnie spacerując po mieście.

Niestety trasa na tyle uśpiła naszą czujność, że nie zauważyłem leżącego na drodze haku, który odpadł z przyczepki ciągniętej przez samochód przed nami. Ten moment uważamy za jeden z najszczęśliwszych jakie mogły nam się przytrafić na Sardynii. Początek urlopu, ledwie kilkanaście kilometrów za nami, a mogliśmy zakończyć go właśnie w tym miejscu. Nie wiem jak to możliwe, że najeżdżając kołem na ten hak i miażdżąc go, nie przebiliśmy koła lub uszkodzili podwozia wypożyczonego samochodu. W dodatku bez znajomości języka trudno było się porozumieć i wyjaśnić tą zaistniałą sytuację. Na szczęście skończyło się na strachu i mogliśmy ruszyć w dalszą podróż do Oristano. Przejechaliśmy bezpośrednio przez centrum, lecz nie zatrzymując się po drodze.

Pierwszy przystanek (i jedyny na trasie) zaplanowaliśmy w Bosie.

Kawa i słodki rogalik w centrum miasteczka postawił nas na nogi i ruszyliśmy na mały spacer po starówce. Zaparkowalismy przy Lungo Temo Alcide De Gasperi i zgubiliśmy się w uliczkach pod zamkiem 🙂 Wszystkie z nich okazywały się ślepe, a wyjątkowo wąśkie przejścia powodowały że nie wiedzieliśmy które z nich prowadzi w górę na zamek. Ostatecznie do niego nie dotarliśmy i odpuściliśmy, dopisujemy do kolejnej wyprawy 🙂

Trasa z Bosy do Alghero drogą SP105 określana jest mianem Panoramico i w pełni na to zasługuje. Jest to jedna z piękniejszych panoramicznych tras na Sardynii i podróż z Bosy do Alghero na długo zapadnie w naszej pamięci.

Po dotarciu do Alghero i rozpakowaniu bagaży w pokoju postanowiliśmy przywitać to miasto za pomocą Mirto, które zakupiliśmy w sklepie w Cagliari tuż przed wyjazdem w trasę. Niestety trochę przesadziliśmy z dawką i zrobiło się bardzo wesoło 🙂 Pomimo ogólnego „osłabienia” organizmu ruszyliśmy do naszego następnego punktu dnia, czyli pizzerii „Ok pizza”, uznawanej przez wielu za jedną z najlepszych na Sardynii. Przyszła pora by się o tym osobiście przekonać.

Przyznamy, że sama pizza zyskała nasze uznanie, niemniej jednak nie określilibyśmy jej jako najlepsza na Sardynii jaką mieliśmy okazję jadać. La Maddalena i jej Da Roby’s zdecydowanie stoi wyżej w stawce najlepszych pizzerii na Sardynii. Zaskoczyło nas jednak coś innego, a mianowicie niebywała gościnność właścicieli. Tuż po posiłku otrzymaliśmy na trawienie Limoncello domowej roboty. W połączeniu z mirto, którym raczyliśmy się nie tak dawno temu było nam na prawdę ciężko z tego lokalu się wydostać 🙂 Starówka Alghero była ostatnim planem na dziś i należało go zrealizować.

Zebraliśmy się w sobie i ruszyliśmy wesołym krokiem na wieczorny podbój uliczek Alghero.