Podróżowanie do obcego kraju bez znajomości lokalnego języka to spore wyzwanie. Zaznaczmy, podróżowanie na własną rękę, a nie z przewodnikiem za rączkę.

Oczywiście, znajomość języka angielskiego przynajmniej w minimalnym stopniu pozwala na odnalezienie się w pewnych kluczowych dla Naszej podróży miejscach tj. lotnisko, stacja kolejowa (tylko te nowoczesne). W miejscach tych z reguły wszystkie oznaczenia są dwujęzyczne, więc także po angielsku. Załóżmy więc, że posługujemy się językiem angielskim na tyle swobodnie, by umieć trafić do określonej bramki na lotnisku, a po wylądowaniu dojść na peron kolejowy.

Pamiętajmy jednak do jakiego kraju się wybieramy. Nie są to Niemcy, gdzie na każdym kroku będziemy mogli posługiwać się językiem angielskim.

Są to Włochy i jest to Sardynia, która ma nawet własny dialekt.

Pomimo dużej popularności Sardynii wśród zagranicznych turystów zapomnijmy o posługiwaniu się językiem angielskim na co dzień, poza kilkoma szczególnymi przypadkami.

Zdarzy się, że właściciel niewielkiego pensjonatu albo kwatery prywatnej w której się zatrzymacie uraczy Was przepięknym angielskim przywitaniem z cudownym włoskim akcentem. Nawet porozmawia z Wami nieco dłużej i poleci godne uwagi miejsca do zobaczenia. Zdarzy się, że barman w niewielkiej, acz bardzo popularnej lodziarni okaże się anglikiem i swobodnie będziecie mogli zamówić dwie gałki przepysznych włoskich lodów. Na co dzień będzie to jednak bardziej skomplikowane.

Będzie tak, że nie będziecie rozumieli jaką kwotę gotówki przekazać kasjerowi w markecie za zakupy, których właśnie dokonaliście. Będzie tak, że kelner nie będzie w stanie wytłumaczyć Wam, gdzie w ich lokalu znajduje się toaleta. Będzie tak, że Wasz wskazujący palec załatwi dla Was wiele tematów. Dzięki umiejętności prawidłowego posługiwania się palcem wskazującym będziecie mieli okazję zakosztować wielu lokalnych pyszności, które odnajdziecie w małym osiedlowym sklepiku spożywczym.

Wasza nieznajomość języka często będzie powodowała nieoczekiwane rezultaty. Wszyscy, których spotkacie na Waszej drodze będą niezwykle chętni do udzielania Wam pomocy widząc, że jesteście zagranicznymi turystami i nie radzicie sobie w ich ojczystym języku. Z Waszej strony pojawi się podobne nastawienie. Przy każdej okazji będziecie starali się pomóc im bardziej w próbie zrozumienia tego o co Wam chodzi. Zaczniecie wtrącać pewne włoskie wyrażenia, które gdzieś usłyszeliście lub zobaczyliście i myślicie, że użycie ich w tej sytuacji będzie znacznie lepsze, niż pokazywanie palcem. To może doprowadzić Was do pewnych zaskakujących finałów.

Jeśli chodzi o kawę, to Włosi są mistrzami świata. Codzienny poranek z cappuccino jest pozycją obowiązkową. Pewnego dnia, zapragnąłem nieco odmiany i nabrałem chęci na spróbowanie kawy Latte. Akcja działa się w przepięknym miasteczku Maddalena na samej północy Sardynii. Był to typowy lokalny bar, oddalony od centrum miasteczka, a więc typowo lokalne miejsce do którego turysta rzadko zagląda.

Na wejściu przywitany zostałem przez „doświadczonego” barmana.

Zdecydowanym krokiem podszedłem do lady i wypowiedziałem słowa: „Latte per favore!”. Nie miałem jeszcze świadomości jak duży błąd popełniłem i jak wielkie będą tego konsekwencje! 🙂 Barman po chwili namysłu spytał, by potwierdzić – „Latte?”. Odrzekłem  Si! – z cudownie włoskim akcentem, którego nauczyłem się po tygodniu spędzonym na Sardynii. Naturalnie chodziło mi o kawę latte, niestety nauczony doświadczeniami wyniesionymi z Polski po prostu powiedziałem latte, w domyśle oczywiście kawa latte… Barman jednak się nie domyślił.

Finał tej historii był taki, że przetarłem szlaki tym, którzy kiedykolwiek zapragną napić się ciepłego mleka we włoskim barze. Jest to dość niecodzienne doświadczenie. Wypiłem więc swoje ciepłe mleko, a na pożegnanie z uśmiechem na ustach wygłosiłem – Grazie!